Kategorie
blog

Źródła problemów w związkach


Źródła problemów w związkach

Problemy po stronie kobiety

1. JESTEM NIEWAŻNA 

Jeśli nie byłaś ważna, kochana i widziana przez pierwsze istotne osoby w twoim życiu czyli rodziców, możesz szukać w partnerze potwierdzenia swojej wartości. Partnerzy są oczywiście po to, żeby siebie wspierać i dawać miłość oraz wsparcie. Jeśli jednak chcesz od partnera tego, czego nie dostałaś od rodziców – powołujesz go nieświadomie do roli rodzica. Na dłużą metę nikt nie może tego znieść i mogą pojawić się z tego powodu kłopoty.

Rozwiazanie: Pożegnanie dzieciństwa, praca nad tematem, że partner to nie tata albo mama, zbudowanie samemu własnej wartości (także w oparciu o innych, ale bez widzenia w nich mamy czy taty).

2. ZEMSTA NA MĘŻCZYZNACH

Kochasz swojego partnera, ale:

a) mama z jakiegoś powodu była pełna złości do taty. Być może racjonalnie miała rację, bo was zostawił, czy był przemocowy. Jest ryzyko, że będziesz nosiła w sobie złość mamy na tatę i przenosiła ją na partnera.

b) systemowy/rodzinny przekaz: „Mężczyźni są źli”. Co jest przyczyną takiego przekazu? Historie wojenne, przestępstwa, poważne problemy w związkach twoich przodków. Choć masz wspaniałego partnera, możesz projektować na niego rodzinny przekaz złości lub zemsty do mężczyzn.

Rozwiazanie: Zobaczyć te skrypty i to co nie twoje oddać mamie, lub innym kobietom.

3. URATUJĘ CIĘ 

Wielu z nas, ma rodzinny skrypt ratowania rodziców (później ratujemy cały świat – zostajemy psychologami, terapeutami, pracownikami socjalnymi, coachami, wujkami dobra rada itd). Skąd to się bierze?  W skrócie, np. jeśli mama miała ruch do śmierci, lub czuła się niekochana przez tatę (te dwie sytuacje dotyczą 50-70% kobiet), ty jako dziecko możesz mieć skrypt ratownika, pomocnika, podpory, „mamuśkowania” itd.

W związku partnerskim ratowanie prędzej czy później doprowadza do problemów. Przez pewien czas możecie czuć się ze sobą bardzo dobrze: ty potrzebujesz ratować, a on być ratowany. Ale ostatecznie bardzo cierpi na tym relacja partnerska. W zdrowiej relacji partnerskiej musi być równowaga siły, a nie asymetria typu: ja ratuję, a ty jesteś ratowany.

Rozwiazanie: symbolicznie oddawać ludzi w ręce ich losów. Na głębokim poziomie uzmysłowić sobie, że nikt (a tym bardziej twój partner) nie potrzebuje być ratowany. Tak naprawdę, to ty potrzebujesz ratować. Możesz zadać sobie pytanie kogo nie udało ci się uratować?

Pomocne hellingerowskie zdanie: UWALNIAM CIĘ W RĘCE TWOJEJ DUSZY. ONA ZAJMIE SIĘ TOBĄ LEPIEJ NIŻ JA. 

4. JA SILNA KOBIETA

Jeśli mama była „silną kobietą”  lub w rodzinie wiele kobiet takich było, możesz chcieć nieświadomie realizować ten sam skrypt. Nieświadomie także szukasz wtedy „słabego”, wycofującego się partnera, bo tylko przy takim, możesz realizować bycie „silną kobietą”. 

Cierpisz czując, że wszystko jest na twojej głowie, ale nieświadomie cieszysz się bo jesteś wtedy taka jak mama, lub kobiety z twojej rodziny.

Rozwiazanie: powiedz do silnych kobiet z twojej rodziny: JESTEM TAKA JAK WY. CHĘTNIE I Z MIŁOŚCIĄ. PROSZĘ PATRZCIE NA MNIE ŻYCZLIWIE KIEDY BĘDĘ MOGŁA BYĆ SŁABSZA I OPRZEĆ SIĘ O SWOJEGO MĘŻCZYZNĘ. 

5. NIEOBECNY OJCIEC 

Jeśli twój tata był nieobecny bo umarł, odszedł od was, był niedostępny emocjonalnie, możesz szukać takich facetów, którzy będą cię zostawiać. Wszystko będzie wydawało się w porządku między wami i realnie będzie w porządku. Ale on nagle zacznie się wycofywać lub odejdzie.

Może to być realizowany skrypt: Tato, szukam takich mężczyzn jak ty – nieobecnych. 

6. JESTEM LEPSZA 

To częsty skrypt u kobiet wynikający z różnych rzeczy. Po pierwsze drogie Panie, w wielu ważnych aspektach relacji (komunikacji, emocjach, itd) jesteśmy „lepsze i mądrzejsze”. Druga rzecz: przez tysiące lat kobiety były uciskane przez mężczyzn i miały mniej praw. Systemowo mścimy się za te wszystkie kobiety i wywyższamy ponad mężczyzn. Oczywiście nie wszystkie, to nie dogmat. 

Nikt na dłuższą metę nie wytrzyma wywyższającego się partnera.

Rozwiazanie: Praca nad sobą w kierunku: JESTEM TAKA SAMA JAK TY, ANI LEPSZA ANI GORSZA. JESTEŚ DOBRY TAKI, JAKI JESTEŚ.

7. ROZPAD ZWIĄZKU BEZ ŻADNEGO POWODU

To bardzo ważny punkt. Żyjemy w czasach, w których wszystko wiemy, wszystko analizujemy, wszystkiego dociekamy.

A ZWIĄZKI ROZPADAJĄ SIĘ CZASEM BEZ ŻADNEGO POWODU. Po prostu czas trwania związku się skończył. 

Szukanie wtedy przyczyn, jest szukaniem usprawiedliwienia i zamykaniem się na nowe. Czasem po prostu nie warto analizować, bo przyczyny i tak nie poznamy bo po prostu może jej nie być. 

Kochajmy się zatem dopóki jesteśmy razem. 

Problemy po stronie mężczyzny

1. JESTEM NAJWAŻNIEJSZY 

Mamy „psują” swoich synów. Kiedyś synowie w wieku 6 lat przechodzili z kręgu wpływów matki w krąg wpływów ojca. Dzisiaj w wieku 30 przechodzą z rąk mamy w ręce swojej kobiety. Chłopiec wychowywany jako synek mamusi, oczko w głowie, „ukochany” swojej mamy – często w zastępstwie ojca, będzie chciał takiego samego traktowania w związku. Tacy mężczyźni znajdują kobiety, które chętnie im służą (tak są nauczone ze swojego domu pochodzenia). Taki związek albo się rozpada, albo jest nieszczęśliwy. 

Rozwiazanie: Ucz się samodzielności mężczyzno. Ucz się szacunku do kobiet i ponad wszystko dbaj o symetrię w związku. Jeśli ze swojej kobiety zrobisz drugą „mamę”, to gotowy przepis na nieszczęście.

2. JESTEM NIEWAŻNY 

Rodzice „psują” syna (także córkę), jeśli wychodzi on w życie z przeświadczeniem, że nie jest ważny ani kochany. Tak się dzieje kiedy np. matka mści się na synu za nieobecnego ojca. Tak się dzieje również, kiedy niekochany przez swojego ojca ojciec, kompensuje sobie brak miłości na synu – syn uczy się, że jego rolą jest służenie, bycie dla innych. Przekonany o swojej bezwartościowości szuka kobiety, której może służyć. Na dłużą metę taki związek będzie nieszczęśliwy, zarówno dla mężczyzny jak i kobiety.

Rozwiazanie: praca nad budową poczucia własnej wartości. Jeśli nie zbudowałeś tego w dzieciństwie, można to zrobić w każdym wieku. 

3. NIEZAŁATWIONE SPRAWY Z POPRZEDNICH RELACJI

Zarówno te formalne jak i emocjonalne.

4. PRACA I UTRZYMANIE RODZINY SĄ NAJWAŻNIEJSZE 

Nie żyjemy już w XV wieku. Żyje się dużo łatwiej. Zapewnienie bytu to podstawa, jednak wiele osób niszczy relację partnerską skupiając się za bardzo na karierze. Nie da się zbudować dobrej, głębokiej relacji kiedy za dużo czasu poświęcasz pracy. Panowie, nie obrażajcie się na mnie za te słowa. Żaden status finansowy nie zrekompensuje braku ciebie w życiu rodziny. Żaden też status nie jest tego warty. 

5. NIE MOGĘ ZNIEŚĆ JEJ EMOCJI 

Kobiety są inne i czasem ciężko zrozumieć ich emocjonalność.

Rozwiązanie: To się jej naucz, nie masz innego wyjścia. Nie od razu Rzym zbudowano. Ucz się swojej partnerki i jej postrzegania świata krok po kroku. To ci bardzo zaprocentuje, również później w wychowaniu córki. 

6. DBANIE O BLISKOŚĆ EMOCJONALNĄ I SEKSUALNOŚĆ 

Musisz o to dbać (twoja kobieta oczywiście również). Jeśli ta sfera leży, to jedno i drugie będzie szukało na zewnątrz. Niekoniecznie od razu chodzi o zdrady. Chodzi o szukanie podziwu, poklasku, realizowanie potrzeb bliskości z innymi ludźmi. Człowiek jest istotą emocjonalną i seksualną. Jeśli nie będziesz tych potrzeb realizował w związku, to będzie się to działo na zewnątrz – i będzie to prosta droga do rozstania w przyszłości. Od samego początku musicie dbać o bliskość i seksualność. Zapominając o tym na początku pamiętaj, że później jest coraz trudniej. 

7. TWOJA KOBIETA JEST ZAWSZE NA PIERWSZYM MIESCU – DZIECI NA DRUGIM

Prosta zasada mówi: Na pierwszym miejscu partnerstwo, na drugim dzieci. Najszczęśliwsze są dzieci, których rodzice się kochają. To tyle. Tylko szczęśliwi rodzice są wstanie wychować szczęśliwe dzieci. 

8. TRWANIE Z MARTWYM ZWIĄZKU SZKODZI

Jeśli związek jest martwy, trzeba odejść. Trwanie w martwym, nieszczęśliwym związku nie przynosi nikomu korzyści. Bycie w związku „dla dzieci” to katastrofa dla tych dzieci. Dla dziecka prawie zawsze lepsi są szczęśliwi, szanujący się rodzice po rozwodzie, niż nieszczęśliwi razem „dla dzieci”. 

Źródło: Wojciech Jarczewski

Jeśli nie uleczysz swoich ran z przeszłości, będziesz krwawić na tych, którzy Cię nie zranili.

Udostępnij

Kategorie
blog

Trzy poziomy świadomości

Poziomy świadomości


Trzy poziomy umysłu

W koncepcji rozwoju duchowego umysł jest trójwymiarowy. Człowiek jako istota duchowa funkcjonuje na trzech poziomach:

  • świadomym
  • podświadomym
  • i nad świadomym

Wszystkie tworzą uzupełniającą się całość, a każdy z nich pełni określoną funkcję.

Podświadomość, nadświadomość i świadomość tworzą jaźń. 

Świadomość to praca mózgu w częstotliwościach beta, podświadomość — w częstotliwościach alfa, a nadświadomość — w wysokich częstotliwościach theta. Faza głębokiego snu (nieświadomość) jest to z kolei praca w częstotliwościach delta.

Umysł nieświadomy to określenie stosowane dla opisania innych niż logiczne, schematyczne, świadome moce umysłu. Są to poziomy podświadomości i nadświadomości.

Świadomość

Świadomość umożliwia funkcjonowanie w świecie ludzkim, materialnym, doczesnym i w teraźniejszości. Dzięki niej zbieramy doświadczenia i komunikujemy się. Świadomy umysł to zaledwie od czterech do sześciu procent zdolności naszego umysłu! Na tym poziomie kreujemy siebie, swoje postawy, zmieniamy osobowość, decydujemy o tym, co chcemy robić; co przyjmujemy, a co odrzucamy. 

Podświadomość

Podświadomość natomiast jest odpowiedzialna za kontrolę autonomicznych funkcji organizmu. Stanowi bazę danych gromadzącą zapis wspomnień, doświadczeń, informacji i wiedzy. Jest to zbiór schematów myślowych, wniosków i ocen tworzących programy, według których automatycznie reagujemy na rzeczywistość. Utożsamia się ją z twórczą, kreatywną, spontaniczną, impulsywną i swobodną nieograniczoną naturą, źródłem wyobraźni. Funkcjonuje w sposób przypadkowy, działa odtwórczo, podczas gdy zdolność analizy, syntezy i oceny faktów należy do funkcji świadomości. Podświadomość często posługuje się własnym specyficznym językiem obrazów, symboli, ukrytych znaczeń. 

Nadświadomość

Nadświadomość jest określana jako jaźń łącząca umysł z wyższą energią umożliwiającą doznawanie oświecenia, oczyszczenia, wyższych wibracji duchowych i natchnień. Jest to wyższa, duchowa natura umysłu wykraczająca poza wibracje związane z niskimi (podświadomymi) energiami, jak np. z lękiem, z obawą czy smutkiem. Utożsamiana jest z duchowym prowadzeniem, z wyższym „Ja”. Są to czyste intencje, prawda, Duchowe prowadzenie. W koncepcji rozwoju duchowego nadświadomość pełni rolę przewodnika, który poprzez inspirację osiąganą w stanach wyciszenia umysłu (zrównoważenia), np. podczas medytacji, umożliwia doświadczenie oświecenia, czyli zrozumienia własnej misji duchowej, drogi życia, odkrycie priorytetów duchowych (np. przetransformowanie doświadczeń określonego typu emocjonalnego). Może mieć postać odpowiedzi  czym jest prawda,prawość i dobro.

Z nadświadomości pochodzą komunikaty niezależne od naszej woli czy doświadczeń życiowych. 

Stan nadświadomości inaczej można określić jako umiejętność dostosowania umysłu do czerpania informacji z pola informacyjnego, łączenia się z tzw. polem kwantowym świadomości. 

O ile komunikaty z podświadomości popierane są uczuciami lęku, niepokoju, obaw czy innymi negatywnymi odczuciami pojawiającymi się w obrębie ciała, o tyle tym z nadświadomości towarzyszą spokój, euforia i błogość. Są one jasne, czytelne (oświecenie), dają poczucie bezpieczeństwa — pewność, że jesteśmy na właściwej drodze. 

 

Świadomość jest identyfikowana z naszą tożsamością, osobowością i charakterem, podświadomość z mroczną stroną naszej duszy, a nadświadomość z duchowością, lepszą stroną osobowości, wyższym „Ja”. 

Oba umysły, świadomy i nieświadomy, działają jednocześnie. Każdej z tych części jest przypisany inny poziom drgań. Podświadomości niskie częstotliwości, nadświadomości — wysokie. 

Jeśli działamy w ciągłym stresie, zagłębiając się w negatywne emocje, wyłącznie w sprawy świata materialnego, poziom drgań fal beta wzrasta, co powoduje, że zagłuszamy fale alfa; odcinamy się od nich na poziomie świadomym. W stan alfa wchodzimy codziennie przed zaśnięciem oraz w fazie głębokiego relaksu. 

Kontakt z nadświadomością można uzyskać przez praktykowanie medytacji, afirmacji, podnoszenie wibracji duchowych, a obniżenie świadomych, umysłowych; poprzez wyciszenie, wyzbycie się oskarżania, osądzania, lęków i zagłębiania w emocjach, które obniżają nasze wibracje. 

Troistość umysłu zapewnia nam pełną realizację siebie na wszystkich planach. 

I. Nadświadomość zapewnia kontakt z naszym duchowym „Ja”, podążanie drogą rozwoju duchowego, realizowanie jego planu. Według teorii radykalnego wybaczania zapewnia nam kontakt ze światem Boskiej Prawdy. Przenika zarówno świadomość, jak i podświadomość, i może być utożsamiana z duszą. Nadświadomości jako sferze symbolizującej boską, duchową część „Ja”, jest przypisywana rola nadrzędna. To stan oświecenia, w którym mamy dostęp do energii duchowej, wznosimy się, oczyszczamy energetycznie. 

II. Umysł świadomy jest łącznikiem między światem zewnętrznym, fizycznością a instynktem, duchem i energią kosmiczną (duchową). Znajduje się w centrum, jest równoważnią między dwoma stanami: świadomości i materii. 

III. Podświadomość jest utożsamiana z najgłębszą, mroczną częścią naszego „Ja” jako skarbnica wszystkich zbieranych w ciągu życia doświadczeń. Przez przechowywanie i odtwarzanie ich wzmacnia wzorzec energetyczny z nimi związany. Im więcej negatywnych wspomnień, niskich emocji, tym większym bagażem energetycznym jesteśmy obciążeni. Proces rozwoju duchowego przy wykorzystaniu wszystkich zdolności umysłu ma na celu oczyszczenie i transformację negatywnych doświadczeń, uwolnienie się od nich i wejście na wyższy poziom energetyczny (co w praktyce oznacza pozbycie się destrukcyjnych wzorców myślowych, zwiększenie stopnia świadomości, oczyszczenie emocjonalne, konstruktywne, pozytywne, optymalne wykorzystywanie mocy swojego umysłu). 

„Największą rewolucją naszego pokolenia jest odkrycie, że istoty ludzkie zmieniając wewnętrzne nastawienie swoich umysłów, mogą zmienić zewnętrzne aspekty swego życia.”

~ William James

Udostępnij

Kategorie
blog

Choroba

Choroba


Choroba

Nasze ciała mają niezwykle inteligentny, złożony system zabezpieczeń przed skutkami działania stresu. Podstawą tego systemu jest unerwiający wszystkie narządy autonomiczny układ nerwowy (AUN), który działa niezależnie od naszej woli. AUN nadzoruje takie procesy, jak oddychanie, krążenie krwi, trawienie, czy wydalanie bezużytecznych, albo wręcz szkodliwych produktów przemiany materii. Autonomiczny układ nerwowy składa się z dwóch przeciwstawnie działających składowych – układu współczulnego (sympatycznego) i układu przywspółczulnego (parasympatycznego). Obie składowe wzajemnie się dopełniają. Regulują pracę narządów w stanie naszej aktywności (część współczulna) i w stanie spoczynku (część przywspółczulna). W dzień dominuje układ sympatyczny, w nocy parasympatyczny. Pierwszy działa, gdy potrzebujemy mobilizacji do naszych codziennych działań. Drugi sprzyja procesom odnowy i regeneracji.

Obydwie składowe AUN pełnią swoje ważne role wtedy, gdy doświadczamy stresu. Kiedy mierzymy się z trudnymi wydarzeniami, wsparciem służy nam w pierwszej kolejności układ współczulny. Mobilizuje nas do walki, albo ucieczki. Serce bije szybciej, podnosi się ciśnienie krwi i zmienia się jej dystrybucja. Ukrwienie mięśni poprawia się kosztem ukrwienia jelit i innych narządów. Najważniejsze w takiej chwili jest zebranie sił potrzebnych do zmierzenia się z życiową przeszkodą. Jeśli sytuacja nie zostanie oceniona jako bezpośrednie zagrożenie dla życia, a my jakoś poradzimy sobie z naszym psychicznym napięciem, włącza się układ przywspółczulny, który stabilizuje ciało i łagodzi skutki stresu.

Jeśli jednak nasze wewnętrzne detektory ocenią, że agresor jest zbyt silny, by z nim wygrać, a na ucieczkę nie starczy nam sił, włącza się inny inteligentny mechanizm. Aktywowany zostaje pewien element układu przywspółczulnego, który wprowadza nas w stan zamrożenia. Autonomiczny układ nerwowy dysponuje więc różnymi mechanizmami, które przystosowują nasze ciała do interakcji z otoczeniem, w tym do sytuacji stresowych. 

Mobilizująco-stabilizujące działanie AUN ma swoje ograniczenia. Gdy te granice zostają przekroczone, ciało włącza inne inteligentne rozwiązanie. Jest nim specjalny sensowny biologiczny program natury, który nazywamy chorobą. Ciało szuka na poziomie biologii rozwiązania problemu, którego nie potrafimy rozwiązać w naszej psychice. 

Choroba zmusza nas do zatrzymania się i uważnego przyjrzenia się emocjonalnym doświadczeniom, z którymi nie umieliśmy sobie poradzić. Psychobiologia zajmuje się powiązaniami pomiędzy objawami choroby i doświadczonymi traumami. Konflikt, który poprzedził pojawienie się choroby jest zwykle stosunkowo łatwy do odkrycia. Bywa, że już samo uświadomienie sobie jego treści i emocjonalnego wydźwięku zapoczątkowuje proces zdrowienia. Musimy jednak pamiętać, że to, co wydarzyło się przed chorobą jest wierzchołkiem lodowej góry, z którą musimy się zmierzyć, jeśli chcemy zapobiec kolejnym, podobnym konfliktom.

Każdy konflikt, zanim stanie się biologiczny, zanim przejawi się w ciele jest konfliktem psychologicznym i manifestuje się w codziennym życiu w postaci uciążliwych schematów. Pojawia się określony typ ludzi, powtarzają się pewne sytuacje, a my nie możemy zrozumieć, czemu wciąż nas to samo spotyka. Nie rozumiemy, co jest z nami nie tak i szukamy rozwiązań na zewnątrz – nowych terapeutów, nauczycieli, warsztatów.

Co warto w naszych poszukiwaniach wiedzieć?

Jeśli przeanalizujemy swoją linię życia, to okaże się, że znajdziemy wiele różnych wydarzeń o wspólnym mianowniku. Zmieniają się ludzie, okoliczności, ale wszystkie te przeżywane historie mają wspólny wątek. Jest nim emocjonalna rana, którą niesiemy. 

Pewna kobieta zachorowała na raka piersi. Konfliktem aktywującym chorobę był wyjazd za daleką granicę ukochanej córki, z którą miała przyjacielską relację. Córka wyjechała z mężem, którego kochała, więc matka teoretycznie powinna być szczęśliwa, ale nie była. Przeżyła dramat. Córka była jedyną osobą, z którą czuła się głęboko związana. Tak naprawdę była to odwrócona relacja. Córka pełniła w tym układzie rolę matki. Idealnej matki – wyrozumiałej, wspierającej, takiej, jakiej ta kobieta nigdy nie miała. Rozmaite wydarzenia w jej linii życia doprowadziły nas podczas konsultacji do momentu, kiedy jako niemowlę została oddana na wychowanie do dziadków. Doświadczyła wtedy rany porzucenia. Rodzice się dorabiali i uznali, że nie mają warunków do wychowywania dziecka. Kilka lat później doświadczyła kolejnej rany, rany odrzucenia. Na świat przyszła jej siostra. Rodzice wychowywali ją sami, ale starsza córka wciąż mieszkała z dziadkami. Wróciła do domu, gdy młodsza siostra miała trzy lata. Na chorobę tej kobiety złożyły się wszystkie doświadczone w życiu sytuacje porzucenia i odrzucenia, które dotykały emocjonalnych ran doświadczonych w dzieciństwie, a było ich bardzo wiele.

Praca z biologicznym konfliktem to praca z emocjonalnymi ranami. Odbywa się krok po kroku. Wymaga uważności, cierpliwości i ogromu współczującej troski, której potrzebuje zranione wewnętrzne dziecko. Dopóki rany jątrzą, w naszym życiu będą pojawiać się ludzie i sytuacje, które będą nam o nich przypominać. 

Każdy z nas zasługuje na miłość, szacunek i uznanie, bez względu na to, w co uwierzyliśmy jako dzieci. Niełatwo jest poradzić sobie z emocjonalnymi ranami. Czasami nawet trudno jest do nich dotrzeć. Żeby przetrwać wybudowaliśmy obronne mury, które chronią nas przed zranieniem. Są czasem tak wysokie, że trudno za nie zajrzeć, żeby zobaczyć nasze skulone z rozpaczy wewnętrzne dziecko. 

Język ciała pomaga nam w dotarciu do naszych emocjonalnych ran. Ciało nigdy nie kłamie. Zawsze opowiada prawdziwą historię naszego cierpienia, nawet wtedy, gdy o niej już dawno zapomnieliśmy, żeby uciec przed bólem.

 

~ Marzanna Radziszewska „Poszukująca (nie)świadomość. Opowieść zapisana w ciele.”

„Choroba jest klasztorem, który ma swoją regułę, swoją ascezę, swoje cisze i swoje natchnienia.”
~ Albert Camus

Udostępnij

Kategorie
blog

Etykietki

Etykietki
Kim jest JA?

Ważne jest NIE to, by wiedzieć, kim lub czym jest „ja”. Tego nigdy się nie osiągnie. Ważne jest, aby odrzucić etykietki.

Jak mówią mistrzowie zen: „Nie szukaj prawdy, po prostu odrzuć swoje poglądy”. Odrzuć swoje teorie. Nie szukaj prawdy. Prawda nie jest czymś, czego się szuka, ona jest. Jeśli przestaniesz tkwić przy swoich poglądach, pojmiesz to.

Coś podobnego ma miejsce tutaj. Jeśli odrzucisz etykietki, którymi się posługujesz, zrozumiesz to. Co rozumiem przez termin „etykietka”? Każdą etykietkę, która możesz sobie wyobrazić, być może z wyjątkiem określenia „istota ludzka”. Ja jestem istotą ludzką. Jasne, oczywiście, ale niewiele mówiące.

Kiedy jednak mówisz: „Jestem człowiekiem sukcesu” – to jest to już głupotą. Sukces nie stanowi części twojego „ja”. Sukces jest czymś, co przychodzi i odchodzi, dziś może być twoim udziałem, jutro już nie. Sukces to nie jest „ja”.

Mówiąc: „Byłem człowiekiem sukcesu” – myliłeś się, pogrążony byłeś w ciemności. Utożsamiałeś się z sukcesem. To samo odnosi się do sytuacji, gdybyś powiedział: „Jestem nieudacznikiem, prawnikiem, biznesmenem”. Wiesz, co się stanie, jeśli zaczniesz identyfikować się z takimi rzeczami. Przylgniesz do nich, zaczniesz się martwić, że je utracisz i stanie się to źródłem twoich cierpień.

To właśnie miałem na myśli, kiedy poprzednio powiedziałem: „Jeśli cierpisz, to znaczy, że śpisz”. Chcecie znaku świadczącego o tym, że śpicie? Oto on. Cierpicie.

Cierpienie jest znakiem braku kontaktu z prawdą. Cierpienie dane jest ci po to, byś otworzył oczy naprawdę, żebyś mógł zrozumieć, że gdzieś jest jakiś fałsz, tak samo jak ból fizyczny mówi o jakiejś niewydolności, chorobie. Cierpienie wskazuje na istnienie fałszu. Wyzwala się w kolizji z rzeczywistością.

Kiedy twoje złudzenia zderzają się z rzeczywistością, kiedy fałsz zderza się z prawdą, wówczas pojawia się cierpienie. Poza tym nie ma cierpienia.

Anthony de Mello, Przebudzenie

Każdy zobaczy w tobie to, na co gotowa jest jego świadomość. 

~ Farida Sorana

Udostępnij

Kategorie
blog

Ciało bolesne

Ciało bolesne

Ciało bolesne.
Trauma odrzucenia.

Metoda pracy wg Eckhart Tolle z odrzuconymi częściami – ciało bolesne.

Każde bolesne emocjonalnie doznanie pozostawia po sobie osad cierpienia. Żyje ono w nas jeszcze długo po fakcie odrzucenia, miesza się z zadawnionym bólem, który wcześniej w sobie mieliśmy i wrasta w umysł i ciało. Zasada ta oczywiście dotyczy także wszystkiego, co wycierpieliśmy w dzieciństwie. Z nagromadzonego bólu powstaje negatywne pole energetyczne, wypełniające ciało i umysł. Jest to niewidzialny, odrębny byt.

Z bólu emocjonalnego powstaje bowiem ciało bolesne. 
Ma ono dwa tryby istnienia: utajony i czynny. U jednej osoby może przez dziewięćdziesiąt procent czasu pozostawać w uśpieniu, natomiast u innej, głęboko nieszczęśliwej, potrafi być stale aktywne. Niektórzy ludzie żyją niemal wyłącznie za pośrednictwem swojego ciała bolesnego, inni zaś mogą odczuwać jego obecność tylko w pewnych okolicznościach – na przykład w związkach osobistych albo w sytuacjach kojarzących się z niegdysiejszą stratą lub porzuceniem, z fizycznym bądź emocjonalnym zranieniem.

Ciało bolesne może dać znać o sobie pod wpływem jakiegokolwiek bodźca, zwłaszcza gdy uruchamia on echa dawnej bolesnej prawidłowości. Kiedy gotowe jest się obudzić, wystarczy myśl czy też niewinna uwaga kogoś z najbliższego otoczenia, żeby je uruchomić. Niektóre ciała bolesne są stosunkowo mało szkodliwe – trochę jak rozkapryszone dziecko. Zdarzają się też jednak złośliwe bardzo niszczycielskie jak istne demony. Niektóre ciała bolesne doprowadzają swoich żywicieli nawet do samobójstwa. Bardzo ważne jest obserwowanie własnego ciała bolesnego.

Należy zauważać w sobie wszelkie przejawy niezadowolenia: irytację, zniecierpliwienie, zasępienie, chęć czynienia krzywdy, gniew, przygnębienie, pragnienie, chęć aby w naszym związku osobistym pojawiła się nuta dramatu. Mogą one znaczyć, że ciało bolesne próbuje zbudzić się z uśpienia. Jeśli rzeczywiście się zbudzi, natychmiast należy je na tym przyłapać. Ciało bolesne walczy o przetrwanie – tak jak każdy byt. Przetrwać zaś zdoła tylko pod warunkiem, że skłoni nas, abyśmy bezwiednie z nim się utożsamiali. Może wyjść z ukrycia i przejąć władzę, „stać się nami” i za naszym pośrednictwem żyć. Potrzebuje nas jako narzędzia zdobywania „pokarmu”. Będzie się żywiło każdym doznaniem, które wibruje pokrewną mu energią – wszystkim, co rodzi nowy ból pod jakąkolwiek postacią: gniewu, skłonności niszczycielskich, nienawiści, rozpaczy, dramatycznych emocji, przemocy, a nawet choroby.

Gdy więc ciało bolesne nami zawładnie, stworzy ci sytuację, która odbije ku niemu energię, nastrojoną na jego własną częstotliwość, żeby mogło się nią karmić. Ból może się żywić tylko bólem. Nie może się żywić radością. Po prostu jej nie trawi.

Z chwilą gdy ciało bolesne przejmie władzę nad nami, nasz apetyt na ból wzrasta. Stajemy się ofiarą lub oprawcą. Chcemy wtedy zadawać cierpienie lub cierpieć Oczywiście nie jesteśmy tego świadomi. Warunkiem przetrwania ciała bolesnego jest nasze utożsamienie z nim i nieświadomy lęk przed konfrontacją z bólem, który w nas żyje. Jeśli nie spojrzymy na ten ból prosto w oczy, to będziemy musieli raz po raz na nowo go przeżywać. Ciało bolesne może wydawać się niebezpiecznym bytem, na którego nie mamy odwagi spojrzeć. Ciało bolesne nie chce, abyśmy mieli je pod bezpośrednią obserwacją i widzieli go takim, jakie jest. Kiedy zaczynamy je obserwować i ogarniamy je uwagą, pryska łącząca cię z nim więź utożsamienia. Pojawia się wyższy wymiar świadomości czyli przytomna obecność.

Jesteśmy wtedy świadkiem i obserwatorem poczynań ciała bolesnego.

Co się dzieje z ciałem bolesnym, gdy osiągamy wystarczającą świadomość, żeby przestać z nim się utożsamiać?

To nieświadomość stwarza ciało bolesne – świadomość przemienia. Z ciałem bolesnym nie należy walczyć. Próba podjęcia takiej walki wywołuje konflikt wewnętrzny, i powoduje jeszcze większy ból. Wystarczy je tylko obserwować. Kiedy obserwujemy ciało bolesne, akceptujemy je jako jedną z rzeczy, które w danej chwili istnieją. Ciało bolesne zbudowane jest z uwięzionej energii życiowej, która odszczepiła się od całości naszego pola energetycznego i zyskała chwilową autonomię w wyniku procesu utożsamienia z naszym umysłem.

Kiedy zaczniemy się wyzbywać poczucia tożsamości z ciałem bolesnym i staniemy się obserwatorem, ciało to jeszcze przez pewien czas będzie działało, próbując podstępem skłonić nas abyśmy znów z nim się utożsamiali. Na tym etapie może powodować bóle fizyczne w różnych częściach ciała, ale dolegliwości te ustąpią. Należy być na tyle obecnym, abyśmy mogli bezpośrednio obserwować ciało bolesne i czuć jego energię. Nie będzie wtedy miało władzy nad naszym myśleniem. Lecz gdy tylko zestroimy myślenie z polem energetycznym ciała bolesnego, utożsamiamy się z nim i znów zasilamy je własnymi myślami.

Na przykład jeśli dominującą częstotliwością energii ciała bolesnego jest gniew i rozpamiętujemy coś, co nam kiedyś zrobiono, albo planujemy odwet, znaczy to, że straciliśmy świadomość i ciało bolesne stało się „NAMI”. Gniew bowiem zawsze podszyty jest bólem. Jeśli ogarnia cię mroczny nastrój, wpadasz w negatywny tryb umysłu i zaczynasz rozmyślać o tym, jakie okropne masz życie – twoja myśl zestraja się z ciałem bolesnym, tracisz świadomość i jesteś narażony na ataki z jego strony.

Aby pracować z własnym ciałem bolesnym: skup uwagę na tym, co w sobie czujesz, zrozum, że uczucie to jest ciałem bolesnym, zaakceptuj jego obecność, nie myśl o nim i nie pozwól, żeby czucie ustąpiło miejsca myśleniu, nie osądzaj ani nie analizuj, nie twórz sobie z tego tożsamości, bądź tu i teraz, obserwuj to, co się w tobie dzieje, uświadom sobie obecność emocjonalnego bólu i obserwuj go.

Może się okazać, że perspektywa zerwania więzi tożsamości, łączącej cię z własnym bólem, budzi w tobie silny opór. Prawdopodobieństwo wystąpienia takiej sytuacji jest szczególnie duże, jeśli przez większość życia mocno utożsamiałeś się ze swoim emocjonalnym ciałem bolesnym i twoje poczucie własnego „ja” w całości albo w znacznej mierze opiera się na tym utożsamieniu. Wtedy z ciała bolesnego zbudowałeś sobie nieszczęśliwe ,ja” i wierzysz, że jesteś właśnie tą zrodzoną z umysłu fikcją.

Jeżeli tak jest to pod wpływem nieświadomego lęku przed utratą tożsamości pojawi się w tobie silny opór wobec wszelkich prób zerwania tej relacji utożsamienia. Będziesz wtedy wolał cierpieć niż pozbyć się nieszczęśliwego Ja”. Jeśli tak właśnie jest, obserwuj opór, który w sobie czujesz. Obserwuj przywiązanie do własnego bólu. Bądź bardzo czujny. Obserwuj tę szczególną przyjemność, jaką sprawia ci własna zgryzota. Obserwuj przemożną chęć mówienia lub myślenia o niej. Opór ustanie, jeśli go sobie uświadomisz. Będziesz mógł wtedy skupić uwagę wewnątrz ciała bolesnego, trwając przy nim jako przytomny świadek, i w ten sposób zapoczątkować jego przemianę. Tylko ty sam możesz to zrobić. Zadanie to potrafią również spełnić niektórzy terapeuci, pod warunkiem, że wznieśli się nad poziom umysłu i, pracując z klientem, umieją wzbudzić w sobie i utrzymać stan intensywnej, świadomej obecności.

Źródło: Eckhart Tolle „Potęga teraźniejszości”

 

Nie możesz cofnąć się i zmienić początku, ale możesz zacząć tam gdzie jesteś i zmienić zakończenie. 

~ James Sherman

Udostępnij

Kategorie
blog

Wibracje mistrzowskie daty urodzenia


Wibracje mistrzowskie

Czym są liczby mistrzowskie

Wszystko, co nas dotyczy, określają liczby towarzyszące nam od Urodzenia, które zawierają w sobie metafizyczną wartość i pewne znaczenie. Wiemy, że cechy, potencjał i moc, które symbolizują, są darem Duszy na naszą życiową podróż, narzędziami do pracy, którą wybraliśmy w tym wcieleniu. 

Oprócz liczb podstawowych (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9) w numerologii używamy także tak zwanych Liczb Mistrzowskich 11, 22, 33 i 44, które posiadają podstawowe cechy Liczb Prostych 2-4-6-8, a ponadto nadają szczególne cechy dodatkowe.

Gdy w Portrecie Numerologicznym pojawia się Liczba Mistrzowska, mamy do czynienia z istotą, która ewoluowała podczas wielu ziemskich doświadczeń. Dzięki wiedzy i wewnętrznemu światłu, które zdobyła, zrozumiała, że głównym sensem życia jest samodoskonalenie wewnętrzne oraz poświęcenie się służbie innym.

Liczby Mistrzowskie są natchnione i jasnowidzące, to prawdziwe wizjonerki podążające złotą ścieżka prowadzącą do wiedzy i doskonałości. Ich obecność w dowolnym miejscu Portretu Numerologicznego oznacza, że dana osoba stara się sprostać surowym wymaganiom osobistym, które jednocześnie nadają jej szczególne przywileje.

Jako Istoty Światła zobowiązane są kochać, prowadzić, chronić i nauczać wszystkich ludzi. Powinny być przykładem dla tych, którzy jeszcze nie osiągnęli stopnia ich ewolucji. Ich życiem powinna kierować pokora oraz posłuszeństwo kosmicznym nakazom Miłości, Służby i Oddania. W zamian otrzymują mistrzostwo w tym, co zdecydują się robić, gdyż dysponują wielkim bagażem wiedzy zdobytej w trakcie swoich licznych wcieleń, a która znajduje się na progu ich świadomości. Udzielają Boskiej Opieki. Otaczają nas nią w najtrudniejszych chwilach i ratują, gdy wszystko wydaje się stracone.

Są też Liczbami Próby, dlatego co jakiś czas dana osoba stawia czoła wyzwaniom, a także dokonuje wyborów moralnych i materialnych. Niemniej życie Liczby Mistrzowskiej jest niemal zawsze drogą samotną. Ponieważ jej walka i motywacje nie zawsze są rozumiane, często czuje się wyobcowana. Nigdy jednak nie powinna działać w sposób małostkowy lub niegodny, bo straciłaby promieniejącą charyzmę i wewnętrzną siłę, które nadają jej otuchy.

„Choć życie jest takie, jakim je czynimy, liczby są przewodnikami pozwalającymi poznać pozytywny
i negatywny potencjał, który wnoszą w chwili naszych narodzin.
Numerologia uczy przede wszystkim, jak ich używać, by wywoływać pozytywne zmiany
w naszej osobowości, życiu codziennym i przeznaczeniu .”
~ Gladys Lobos

Wibracja mistrzowska 11

11 Kapłan z ludu – to wibracja nauczyciela, mediumicznie rozwiniętego, uczuciowego dyplomaty, który ma zdolności do jasnowidzenia i jasnosłyszenia. Karmiczne mistrzostwo to powstaje w życiu, w którym byliśmy kapłanami najniższymi w hierarchii, bez względu na system religijny któremu służyliśmy. Byliśmy tymi, którzy pracowali z wiernymi i swoją postawą uczyliśmy jednej, podstawowej zasady uniwersalnej: „Czyń drugiemu tak, jak chcesz, aby i tobie czyniono”.

Mistrzostwo 11 jest służbą drugiemu człowiekowi w kreowaniu przez niego jego własnej etyki wewnętrznej. Wskazuje, że mamy za sobą życie, w którym rozwinęliśmy intuicyjne i bezpośrednie połączenie z doskonałą twórcza energią świata. Bez względu na to czy dziś nazywamy ją Bogiem, Wielkim Duchem, Inteligentną Energią Kosmosu, czy inaczej. W  naszym działaniu w tym życiu oczekuje się od nas zachowania etycznego i powrotu do osiągniętej już kiedyś wiedzy i samodyscypliny.

Wizjonerstwo, inspiracja i praca dla wzniesienia ludzkości na wyższy poziom rozwoju wrażliwości, jest pozytywnym przejawem ambicji i aspiracji wibracji mistrzowskiej 11. Zdolność do dyplomacji i godzenia zwaśnionych to unikatowe cechy mistrza intuicji.

Niebezpieczne dla jego rozwoju i dla jego otoczenia są egocentryczne działania, narcyzm, poddaństwo i wahania. Jeśli mistrzowska wibracja występuje w numerologicznym programie życia, to moi drodzy, nikt nie dał nam jej za darmo. Po prostu kiedyś sobie ją wypracowaliśmy. Daje ona wielkie możliwości pracy dla ludzkości przez kontakt z uniwersalną energią przenikająca swą mądrością każde istnienie tego świata, ale przede wszystkim wymaga etyki wewnętrznej. Nikt nie może korzystać z mistrzowskich wibracji wykazując egoizm, bowiem w tedy spada w dół, aby szybko nauczyć się szacunku dla innych stworzeń boskiej mądrości.

Niech więc każdy posiadający w programie mistrzowskie wibracje pamięta, że światło wewnętrzne podlega prawu: „największy z was będzie sługą najniższego”.

wibracja mistrzowska 22

22 Kapłan naukowiec i skarbnik – to wibracja kreatora,  rzetelnego i konkretnego tytana pracy i geniusza rozwiązywania ważnych spraw. Powołaniem dla posiadacza tej wibracji jest rozwiązać to co powszechnie uchodzi za nierozwiązywalne. Bowiem kryje się tu genialny twórca i wynalazca. Mistrzostwo kapłana naukowca, panującego duchem nad materią, powstało w inkarnacji gdzie dociekał on lub ona, praw świata fizycznego przez intuicyjne poznanie. Mamy do czynienia z istotą świadomą uniwersalnych cząstek elementarnych, która kiedyś już pracowała nad kreacją materii przez rozmyślne kreowanie wizji wizualizacyjnych. Jest to osoba, której powierzano skarbce i klejnoty, wskutek poprzednich doświadczeń potrafi obracać pieniędzmi, zwłaszcza dużymi.

Aby dążyć do świadomego rozwoju, w obecnym życiu należy uzmysłowić sobie posiadaną niegdyś wiedzę, była ona rozległa i przekazana w skutek nauki kapłanów, często przez wtajemniczenia i iluminację. Jeśli w świątyni powierzano komuś drogocenne skarby i monety, powierzano mu byt i przetrwanie świątyni. Osoba ta musiała być świadoma tego, że każde ograniczenie jest tylko czasowe i zawsze pozorne, czyli że nie ma sytuacji bez wyjścia.

Powstała w życiu gdzie służba nasza innym, opierała się o zarządzanie pieniędzmi i rozporządzanie pracą wielu istot. To wibracja budowniczego nowych możliwości i przedsięwzięć. Przez doświadczoną współpracę w grupie i szczególne poczucie powołania do spełnienia misji, jest w stanie wykonać kolosalną pracę dla spełnienia własnych przeczuć i wywiązania się z odczuwanego obowiązku. To jest wibracja mistrzowska, która rozwinięta i świadoma pracuje nad dziełem wzniesienia ludzkości na wyższy poziom świadomości duchowej.

Dlatego też etyka wewnętrzna mistrza naukowca i skarbnika jest oparta o cztery filary:

  • po pierwsze – zachowanie moje musi być zgodne z moim systemem wartości,
  • po drugie – komunikacja moja musi dotyczyć rzeczy ważnych, czyli moich emocji i potrzeb,
  • po trzecie – muszę szanować wolność innych, ich prawo wyboru i intymne terytorium,
  • po czwarte – świadomy tego, że w każdej sytuacji wciąż nieprzerwanie się uczę staję się sługą najniższego.

Nigdy nie wolno osobie z takim powołaniem i z taką przeszłością świadomie i specjalnie szkodzić komukolwiek, ani myślą, ani czynem ani słowem. Jest to bowiem mistrzostwo panowania ducha nad kreacją materii, i jakiekolwiek dotykanie czarnej magii wraca jak bumerang do źródła.

Pokora jest cnotą niezbywalną, a egoizm mieczem, od którego można zginąć. I o tych prawdach każda osoba, która ma w programie wibrację mistrzostwa materii 22, powinna pamiętać.

Powołaniem mistrza 22 jest praca dla ludzkości przy rozwiązywaniu kwestii ekonomicznych, prawnych i edukacyjnych. Wielkie zamysły i przedsięwzięcia z rozmachem realizowane są wyzwaniem dla potrzeby pracy systematycznej i metodycznej, czyli zaplanowanej i konsekwentnej, bez względu na przejściowe trudności. Wynalazki nowej ery, ekologiczne źródła energii i globalne pojednanie są inspirującą możliwością rozwoju dla mistrzów naukowców znających wartość pracy.

Ci którzy posiadając tę wibrację działają dla dobra innych przez pracę nad systematycznym wznoszeniem fundamentów godnego życia. Politycy którzy posiadają tę wibrację mistrzostwa, są dokładnie w swoim miejscu i w czasie, jeśli pracują nad dobrem ludzkości.

Każdy mistrz 22 zachowując wewnętrzną etykę, potrafi uczyć innych ludzi procesu świadomej wizualizacji swoich potrzeb i osiągania celów.

Wibracja mistrzowska 33

33Kapłan nauczyciel etyki uniwersalnej- wibracja przewodnika, pełnego harmonii nauczyciela. Chrystusowa wibracja połączonego ze źródłem i świadomego swej doskonałości duchowego nauczyciela. Jest to bardzo wysokie mistrzostwo oparte na życiu, w którym byliśmy połączeni z nieustannym źródłem radości i pokoju. Powstało w czasach, gdy nasza dusza była nierozerwalnie zanurzona w doskonałości stwórczej. Jest to wynik albo wysokiego kapłaństwa w jakimś minionym życiu, albo indywidualnego doskonalenia, bez względu na filozofię i system religijny. Jesteśmy powołani w tej inkarnacji do odkrycia w sobie i przekazania innym uniwersalnych praw i poczucia jedności. Nauczanie doskonałości boskiej w każdym stworzeniu jest powołaniem mistrzostwa 33.

Mistrzostwo to przynosi powołanie do takiej pracy dla ludzkości, aby uczyć innych ludzi zasad uniwersalnych i etyki wewnętrznej. Inkarnacja poprzednia była świadomym nauczaniem, mistrzem i kapłanem objaśniającym pisma i zasady duchowe tego świata.

Pamiętajmy o tym, że nie każdy miał prawo czytać i objaśniać pisma, bez względu jakiej religii dotkniemy, 33 jest to kapłaństwo związane z komunikacją i odpowiedzialnością. Osoba która mogła nauczać musiała przecież interpretować pisma, czyli święte księgi, przypowieści, proroctwa, mamy więc do czynienie z istotą wielce wykształconą, oczytaną i przewidującą. Poprzednie wcielenia mistrzowskie, nawet jeśli były dalekie w naszym pojmowaniu czasu, są silną Wibracja ta jest zwana mistrzostwem Chrystusowym. Określa mistrza świadomego swej mocy i nauczyciela burzącego dogmaty po to, aby wprowadzić niepewność zmian i przez przemianę ustalić wewnętrzną harmonię.

Mistrzostwo to dotyczy kapłaństwa wewnętrznego, które przez zachowanie etyki wewnętrznej, prowadzi własnym wewnętrznym światłem do oświecenia innych. Wyraża najczystszą wibrację miłości uniwersalnej. Pozytywnie doświadczana jest liczbą uważnego, oddanego i tolerancyjnego nauczyciela, mistrza, przewodnika. Człowieka spełnionego, świadomego swego ciała i ducha. Z jego uczynków i słów płynie wiedza, mądrość, ewolucja wewnętrzna i współczucie.

Jeśli w imionach, nazwisku lub w programie numerologicznej drogi życia, posiadasz mistrzostwo 33 jesteś powołany do dzielenia się uniwersalną miłością i harmonią. Pamiętajmy jednak, że niesie to także zobowiązanie do pracy z zachowaniem filarów etyki mistrza. Co oznacza poszanowanie inności, intymnego terytorium innych i ich prawa wolnej woli. Pamiętajmy, że żyjemy w świecie wolnej woli, gdzie kształtowanie etyki wewnętrznej jest nieustannym procesem. Nie można zdobyć jej raz, nie można jej po prostu mieć. Zdarzenia i zmiany są procesem kształcenia, doskonalenia i ewolucji, wiec przyjmijmy je ze zrozumieniem, tak aby zmiana była dla nas pożądaną okolicznością życia.

Tendencją negatywną osób, których dotyczy ta liczba, jest potrzeba pokazywania innym, jak bardzo się dla nich poświęcają. Jeśli reagujesz negatywnie, będziesz używać swoich wpływów do celów egoistycznych, zaniedbywać obowiązki rodzinne, zawodowe lub społeczne i buntować się. Lekcją tej wibracji jest być naprawdę odpowiedzialnym za siebie i za innych. Uczy tolerancji i cierpliwości. Odpowiedzialność wiąże się ze zdrowym egoizmem, chodzi oto aby nie brać na siebie zbyt wielu obowiązków tak, aby mierzyć „siły na zamiary”.

Wibracja mistrzowska 44

44 wibracja szamana, skutecznego realizatora, który świadom mocy energii myśli, korzysta z nich tak, aby podnieść i wzmocnić poziom duchowego rozwoju i świadomej kreacji myśli u innych. Mamy do czynienie z wysokim mistrzostwem kreacji materii, które powstało w życiu gdy w naszych rękach spoczywała władza i bogactwo materialne. Jest to wynik życia etycznego, w którym zdobyliśmy i duchowe i finansowe wyżyny, życia w którym decydowaliśmy o losach narodów. Mistrz 44 zna wartość Ziemi jako duchowej istoty i jest silnie związany z jej energią. W tym życiu powołaniem jego jest politycznie, dyplomatycznie i ekonomicznie służyć ludzkości, aby mogła rozwijać swoją świadomość duchową.

 

Powyżej przedstawione numerologiczne wibracje mistrzowskie występują w programach numerologicznych bardzo często.

Są i rzadsze:

mistrzostwo 55 – pionierska pasja odkrywcy, która wnosi zdolność do nowatorskich rozwiązań;

mistrzostwo 66 – artystyczna wrażliwość i tolerancja;

mistrzostwo 77 – poważny, ostrożny i analityczny umysł poszukujący pozazmysłowego poznania;

mistrzostwo 88 – mistyczne doświadczenia lub geniusz finansów;

mistrzostwo 99 – altruistyczny idealistyczny prekursor duchowej głębi.

Każdy z nas ma możliwości i siłę do osiągnięcia własnego mistrzostwa dla dobra swego i innych. Nic tu nie zostało nam dane za darmo, sami już kiedyś wypracowaliśmy sobie mistrzostwo tak samo, jak sami wypracowaliśmy sobie karmiczne lekcje i długi.

 

Źródło: „Język Liczb” G. Lobos

Udostępnij

Kategorie
blog

Opętania, podczepy, ataki energetyczne

Opętania, podczepy, ataki energetyczne.

Jak sobie pomóc?

Dostajemy to, w co wierzymy a jednocześnie nie jest w stanie skrzywdzić nas to, w co nie uwierzymy.

  • Jeżeli uważasz siebie za osobę nie odporną i podatną na ataki energetyczne;
  • Jeżeli na codzień jest w tobie silnie aktywne przekonanie, że nie jestem dobrym człowiekiem;
  • Co jeśli sama jestem wampirem energetycznym?
  • Co jeśli jednak wierzę w zło i uznaję coś za grzeszne czy niegodne zaistnienia?
  • Co jeśli wierzę, że zasłużyłam na karę?
  • Co jeśli wstyd i poczucie winy często przejmują nade mną kontrolę?

Ciemny byt może zamieszkać w nas i jeżeli mu na to pozwolimy poprzez długotrwały stan obniżonych wibracji. Może zrosnąć się wewnątrz nas jako odrębna forma świadomości.

Po pierwsze i najważniejsze, należy zwrócić baczną uwagę na nasze lęki, które często przyciągają w naszą aurę dusze złośliwe, byty złośliwe, które często wnoszą w nasze życie to, czego bardzo się boimy. Pewnie, że ciężko powstrzymać nasze przyzwyczajenia, ale starajmy się nie dręczyć ciągle naszymi obawami, nie myśleć o tym wciąż i wciąż na nowo, bo za myślą idzie energia, a za energią wydarzenia. Nie przyciągajmy w nasze życie tego, czego tak bardzo nie chcemy.

Czasem będziemy podatni na podłączenia bytów, czy też spotkania z innymi duszami, wymiarami, z tego względu, że planując swoją inkarnację mamy za zadanie poznanie dusz, duchowości, tamtej strony. Być może też nauczenia się pomagania innym duszom. Brak akceptacji siebie wywołuje osłabienie naszej aury i możliwość podłączeń. Wszystkiego rodzaju uzależnienia, narkomania, alkoholizm, hazard, nieumiarkowanie przyciągają duszę z podobnymi uzależnieniami, albo byty dość złośliwe i demoniczne.

Są również miejsca, w których przebywając jesteśmy narażeni na ataki psychoenergetyczne. Są to w szczególności szpitale, cmentarze, ale również domy, w których ktoś umarł i nie pogodził się ze swoją śmiercią, a więc umarł śmiercią nagłą, może nawet samobójczą. Wkraczając w tego typu miejsca zawsze prośmy naszego anioła stróża o ochronę, otaczajmy się w myślach białym światłem.

Jak rozpoznać czy dziś w tobie mieszkają i zadomowiły się takie energie, które ty dokarmiasz i zasilasz swoją energią życiową?

Objawiają się one na przykład:

  • obsesyjnym myśleniem,
  • potrzebą zemsty na kimś i knuciu tej zemsty,
  • kompletnym odłączeniem od emocji w przejawie socjopatii,
  • w chronicznym poczuciu beznadziei i wyczerpania,
  • w depresji,
  • w emocjach i reakcjach agresywnych, których nie można opanować (atakach szału czy opętania),
  • uzależnieniu od narkotyków lub alkoholu.
Co samemu można zrobić kiedy zauważymy takie objawy?
  1. Warto zacząć od różnych sposobów wybaczania. Czy to w medytacji czy kontemplacji musimy zacząć od wybaczenia sobie i danie sobie prawa do nieświadomości, która doprowadziła nas do przebudzenia. To może wymagać nawet kilku podejść lub sesji.
  2. Kiedy wybaczanie sobie i innym zacznie się w nas pojawiać warto ugruntować to w sobie poprzez wypisywanie wszystkiego co potwierdza, że jesteś dobrym człowiekiem. To może okazać się bardzo trudne, bo ego może nie chcieć nas przepuścić do zobaczenia, czy tym bardziej do uznania tych drobnych przejawów dobroci w nas. Jeżeli to będzie trudne dla ciebie to możesz zacząć od tworzenia dobra na bierząco przez udzielanie pomocy lub dzielenie się chociażby uśmiechem, dziękowanie i docenianie tego co masz i co osiągnęłaś, możesz zapisać się do wolontariatu aby zacząć „tworzyć dobro” wokół siebie.
  3. Możesz również zacząć stosować różne techniki ugruntowywania się jak na przykład chodzenie boso po trawniku, przytulanie do drzew.
  4. Oddanie tego, czego już nie chcemy dokarmiać do ziemi albo odesłanie tam, skąd lub od kogo przyszło. Można oddać lub wytrząsać do ziemi, bo Matka Ziemia swoją energią uzdrawia i będzie wiedziała co zrobić, zneutralizuje i wykorzysta w najlepszy dla wszystkich sposób. Można strząsać potrząsając rękoma lub podskakując. Kluczowa jest tu oczywiście intencja. Oddanie tego z miłością i dziękczynieniem za to, że to ci służyło i ze świadomością, że już możesz się od tych energii uwolnić i robisz to mocą własnej woli.
  5. Generalnie postaraj się podnosić swoje wibracje. Metodami na to mogą być: wzmacnianie się w zaufaniu do siebie, ugruntowywanie siebie. Dla umysłu może się to wydawać bardzo proste, aż za proste.

    Stan wysokich wibracji u każdego człowieka jest indywidualny. Odpowiada takim stanom emocjonalnym, które są dla niego najbardziej korzystne. Może to być uczucie szczęścia, radości, spokoju lub ciszy, albo zwyczajnie poprzez brak poczucia zamartwiania się czymkolwiek. Każdy w sposób intuicyjny wie, co może mu pomóc osiągnąć stan błogości.

    Rób to, co sprawia Ci przyjemność: śpiewaj, tańcz, śmiej się, biegaj, ćwicz, medytuj, relaksuj się, maluj… Wibruj! ❤︎

Czarna magia

Przy uwalnianiu się od wpływów magicznych, potrzeba:

  • podnieść samoocenę (niezależnie od tego, co się dzieje w domu, niezależnie od tego co ci było wmawiane!),
  • wyrobić w sobie (odnowić – odkryć) niewinność,
  • wyrobić w sobie chęć do życia i radość z prostych, małych rzeczy, a przede wszystkim
  • poddać się Bogu (módl się, nawet jeśli nie czujesz Boga, ponieważ tak właśnie działa czarna magia – odcina od Boga, byś czuł się zagubiony, słaby, bezsilny!).
  • poczuć się bezpiecznie (przyjąć bożą opiekę i ochronę nad sobą).

Odtąd nie musisz już walczyć, nie musisz nikogo pokonywać. Wystarczy, że pokonasz swą niską samoocenę, że przekonasz się: “Jestem wystarczająco dobry, niezależny, wolny.”

Pamiętaj też, że tylko taki człowiek, który ma moc magii, jest podatny na działanie magii. Dlatego warto sobie oczyścić intencje dotyczące magii, oraz zrobić kilka dobrych sesji regresingowych.

Źródło: Leszek Żądło, Joanna Wiśniewska

Osłabienie naszej aury, a tym samym podatność na niebezpieczeństwa przyciągają również nagłe i niespodziewane, często traumatyczne wydarzenia w naszym życiu.

Udostępnij

Kategorie
blog

Wolność w miłości

Wolność w miłości

Będąc samemu szukamy drugiej osoby. Pragniemy doświadczać bliskości, miłości, związku. Czasem nawet ponownie postanawiamy otworzyć się na małżeństwo.

Osobiście długo myślałam o sobie, że to nie dla mnie, że ja się „do tego” nie nadaję. Pełna traum, blokad i programów od lat trzymałam się od tego z daleka. W skrytości ducha marzyłam jednak o miłości jak z romantycznej komedii, ale nie umiałam tego jakoś w sobie poskładać. Więc trzymałam się na dystans. 

Potrzebowałam czasu i przestrzeni dla siebie. By się poznać, uleczyć i uwolnić. W procesie przemiany przyszedł moment, aby stawić się do tematu partnerstwa, latami spychanego na margines.

Dojrzałam, oswoiłam emocje, wyczyściłam programy. Nadal się rozwijam, oczyszczam, uwalniam, odradzam. Teraz jestem gotowa. Gotowa być „Królową”. Gotowa na spotkanie „Króla”.

Przeszłam więc do działania. Otworzyłam profil na portalu randkowym i rozpoczęłam nową przygodę. Poszukiwanie Króla.

Jeden się nawet pojawił. Wywołał burzę i zniknął. Nawet nie doszło do spotkania. Nie musiało, aby pokazał mi jak daleko mi jeszcze do prawdziwej Królowej.

Ale czy taka Królowa w ogóle istnieje, a przede wszystkim, czy ja chcę się nią stać?

Wkrótce pojawił się nowy kandydat na Króla. Poczułam lekkość i odwagę aby się z nim spotkać. Poznałam pięknego człowieka. Całkowicie nowa energia, która płynęła z łatwością. Czułam spokój. Ukojenie. Radość.

Nagle jednak zmieniła się we mnie energia. Uświadomiłam sobie, że to nie jest to, czego chcę. I co teraz? A czego ja właściwie tak naprawdę chcę?

Kiedy zadałam to pytanie, uświadomiłam sobie, że próbuję brać odpowiedzialność za jego emocje. On robi sobie jakieś plany względem mnie, czegoś oczekuje. A co ze mną?

Zrozumiałam, że stałam się dla niego jak piękny kwiat, który chcemy zerwać natychmiast gdy go zobaczymy. Zabrać do domu, wstawić do wazonu, delektować się nim, cieszyć, kochać go nawet… nie zauważając, że on umiera w tym wazonie. Jesteśmy przy nim, troszczymy się, dolewamy wody… w oczekiwaniu na jego śmierć. A później płaczemy, że umarł. Nierzadko mamy do niego jeszcze pretensje, że tak szybko, że nas zostawił. A to przecież my pozbawiliśmy go życia, pozbawiając go wolności.

Zadałam sobie pytanie: czy ja chcę być takim kwiatem? Nagle moja bajka „żyli długo i szczęśliwie” prysła jak bańka mydlana.

Dlaczego w ogóle chciałam z kimś być?

Jak długo szukamy szczęścia na zewnątrz licząc, że ktoś nam je da, tak długo nie jesteśmy pełnią. Część mnie wołała „powinnaś z kimś być”, „powinnaś kogoś kochać”, „powinnaś tworzyć relację”. A ja pytam: kto to do mnie mówi? Czyj jest ten głos?

Wychowanie, rodzina, społeczeństwo, inni, wszyscy. A ja znów dałam się na to nabrać.

Piękne jest doświadczać drugiego człowieka, czuć jego energię, jego świeżość i wolność jaką ze sobą niesie.

Może ja chcę być kwiatem, któremu pozwoli się nadal rosnąć. Kocha się go za jego bycie i nie chce się go zawłaszczyć, zawładnąć nim, pozbawić go wolności. Kochać bezwarunkowo, bez oczekiwania i ograniczeń. Będę cię kochać jak „będziesz moja”, jak „będziesz ze mną”, „pod warunkiem, że ty będziesz kochał mnie”.

Ja tak nie chcę. Miłość stawia warunki jeżeli płynie z lęku i poczucia braku.

Uświadomiłam sobie, że szukam kogoś, kto sam będzie wolnym kwiatem i pozwoli mi również rosnąć. Oboje będziemy zachwycać się innymi i zachwycać innych. Pozwolimy cieszyć siebie i wzbogacać nie ograniczając. Nawet jeżeli nie mielibyśmy siebie na wyłączność.

Nie chcę być kochana w klatce. Chcę nadal żyć, doświadczać, cieszyć się, współodczuwać. I nie wyobrażam sobie życia z kimś, kto miałby mnie tego pozbawić.

Czy istnieje Król, który pragnie tego samego i nie odbierze mi wolności?

A może kiedy się spotkamy postanowimy rosnąć i trwać przy sobie już do końca naszych dni. Może przyjdzie nam doświadczać wspólnego życia w poczuciu zachwytu i wolności, a nie wzajemnych ograniczeń.

Myślałam, że jestem gotowa wyjść jeszcze za mąż. Po tym czego doświadczyłam teraz nie jestem już tego taka pewna. Wiem jedno, nigdy już nie pozwolę zerwać się i wstawić do wazonu. Nawet najpiękniejszego. Na szczęście jestem już na takim etapie, że niczego nie muszę. I mogę kochać wszystkie kwiaty bez zabierania ich do domu. Tego się teraz uczę. Miłości wolnej i bezwarunkowej.

Pragnęłam miłości jak z bajki. Uwielbiałam romantyczne historie i czekałam na mojego księcia. Jak dziwnie i jak dobrze mi teraz, kiedy tego już nie potrzebuję.

To wszystko pokazuje mi jak wiele jeszcze jest we mnie lęku przed zaufaniem drugiemu człowiekowi…

… a może to wewnętrzna mądrość, która każe mi ustalać swoje własne warunki bycia z kimś w partnerstwie. Własne zasady wolności w miłości.

Jeżeli kiedyś natrafiamy na siebie w zgiełku dnia, to prawdopodobnie mamy sobie coś do zaoferowania. Skoro się spotkaliśmy, choćby tylko na chwilę, to odnajdźmy sens naszego spotkania. Nie pozwólmy, aby się zmarnował. Wzbogaćmy przestrzeń naszym doświadczeniem siebie, szanując swoją jedność i odrębność. Powiązanie i wolność. Odkryjmy to i doświadczajmy siebie bez żądań i ograniczeń. Na zasadzie wolności i wymiany. Kto jest na to gotów?

To dotyczy wszystkich relacji: miłości, partnerstwa, przyjaźni, pracy. Trwają dopóki mamy sobie coś do zaoferowania. Mam tu na myśli lekcje i naukę płynącą z doświadczania siebie nawzajem w tej samej przestrzeni.

„Miłość jest wtedy, gdy dajesz człowiekowi wolność wyboru, a On wybiera Ciebie… każdego dnia”.

Udostępnij

Kategorie
blog

Miłość bezwarunkowa

Miłość bezwarunkowa

Wiele słyszałam o miłości bezwarunkowej, wydawało mi się nawet, że i ja potrafię tak kochać. Jakże bardzo byłam w błędzie.

Pierwszy pokazał mi to mój syn. Miłość do dziecka jest absolutnie wyjątkowa. To właśnie on nauczył mnie prawdziwej miłości. I nadal jeszcze uczę się jej od niego.

Pokazał mi, że bardziej go kocham kiedy jest grzeczny, kochany, nie stwarza problemów, słucha się mnie i wykonuje moje polecenia.

Oj tak! Wtedy kochałam go bardzo mocno. Jestem z niego dumna, że taki dobrze wychowany, inteligentny, bystry, ładny – MÓJ. To, że on jest taki powodowało, że ja czułam się lepsza. Byłam dobrą mamą, bo miałam kochane dziecko.

I nagle uświadomiłam sobie jak bardzo go tym krzywdzę. Co w momencie kiedy on popełnia swoje błędy, kiedy doświadcza życia, uczy się? Czy moja miłość aby na pewno daje mu na to przestrzeń? Nie ocenia, nie oczekuje, nie wymaga.

Bolesne było uświadomienie sobie, że on w ogóle nie jest mój. Ja tylko pełnię pewną funkcję w jego życiu. Moją rolą jest się nim opiekować, chronić go i kochać. Ale kochać bezwarunkową, a nie zaślepioną czy zaborczą miłością.

On jest wolny, a moją rolą jest uszanować jego wolność, wspierać go w niej i umacniać. Pokazywać mu życie, ale jednocześnie pozwalać go doświadczać empirycznie. Po swojemu. Zawsze go kochając.

Kolejnymi nauczycielami byli wszyscy przyjaciele, którzy odeszli oraz partnerzy, którzy mnie nie chcieli.

Zrozumiałam, że nadal mogę ich kochać. Nadal mogą być w moim sercu, ważni, wyjątkowi. Ale jeżeli ich kocham, to życzę im jak najlepiej. Pragnę ich szczęścia. Skoro nie znaleźli go przy mnie, to zwracam im wolność właśnie z miłości do nich, aby mieli szansę to szczęście odnaleźć. To wcale nie muszę być ja, ta, która ich uszczęśliwi. Szczerze mówiąc, nikt nie jest w stanie ich uszczęśliwić oprócz ich samych. Ale o tym już sami muszę się przekonać. Ja ze swojej strony nadal mogę ich wspierać, nawet nie będąc przy nich. Nie mając z nimi kontaktu nadal mogę okazywać im miłość. Poprzez moje myśli i emocje.

Miłość nie jest warunkiem. Będę cię kochała, ale tylko jak będziesz ze mną. Gdy ty będziesz mnie kochał i wielbił, będziesz dla mnie dobry albo zły, wierny, hojny, cierpliwy itp, itd. Miłość po prostu jest.

Nie obarczam cię odpowiedzialnością za moje szczęście lub jego brak. Już rozumiem, że szczęście to mój wybór i moja odpowiedzialność. Tylko ja mam na nie wpływ. Twoja obecność lub nieobecność nie powinna niczego zmienić. Ja nadal kocham. Miłość jest we mnie. Jest szacunkiem, akceptacją, otwartością, wolnością, przyjęciem.

Ale żebym mogła w pełni szanować ciebie, najpierw muszę nauczyć się uszanować siebie. Abym mogła w pełni zaakceptować ciebie, muszę zaakceptować w pełni siebie. Abym mogła otworzyć się na ciebie, najpierw potrzebuję otworzyć się na siebie. Muszę poczuć moją wolność, abym mogła ofiarować wolność tobie. Jeżeli chcę kochać ciebie, najpierw muszę pokochać siebie.

Tylko będąc pełnią mogę kochać bezwarunkowo. Tak długo jak czuję w sobie brak, pustkę, głód – szukam dopełnienia. Oczekuję, że ty coś mi dasz, coś wypełnisz i naprawisz mnie, nakarmisz.

Zrozumienie tego zajęło mi sporo czasu, wysiłku i łez. Nie raz na ten temat kłóciłam się z Bogiem. Nadal się tego uczę, ale też wiele już zrozumiem.

Nie biorę już odpowiedzialności za twoje emocje i uczucia. Jestem w pełni odpowiedzialna tylko za to, co czuję ja.

I nie obarczam ciebie odpowiedzialnością za moje emocje.

Teraz już rozumiem, że jeżeli nie okazujesz mi szacunku pokazujesz mi tylko, że ja nie szanuję siebie. Kiedy mnie zdradzasz, wiem, że ja nie jestem wierna sobie. Kiedy mnie ranisz, rozumiem, że nie kocham siebie. Swoim zachowaniem pokazujesz mi jak ja traktuję i cenię siebie.

Czy będę potrafiła nie chcieć cię zmieniać, ulepszać i naprawiać?

Czy znajdę w sobie przestrzeń i odwagę, aby zaakceptować ciebie w pełni i uznać za pełnię?

„Mijają kolejne lata, a ja nadal tęsknię. Nadal czekam.
Nie mogę z Tobą być. Ty nie możesz być ze mną.
I czasami tak bardzo chcę, że tracę zmysły.
I tak bardzo wiem, że nie mogę. Dla dobra nas obojga.

A może Wszechświat po raz kolejny mnie uratował i ochronił.
A może czas zaufać, że skoro odebrał nas sobie, to znaczy, że przygotował dla nas coś lepszego.
Czy jestem gotowa zaufać i dać sobie szansę na nowe?
Czy jestem gotowa nadal Cię kochać, ale nie żądać niczego w zamian?
Wypuścić Cię z mojego świata i otworzyć się na nieznane.

Jestem gotowa, bo nie mam innego wyjścia.
Wszechświat i tak już zadecydował.
Dziękuję Ci, że byłeś częścią mojego świata i częścią mnie.
Zwracam Ci to, co Twoje i odbieram to, co moje.
Zwracam wolność nam obojgu. Z miłością.”

 

~ Joanna

Udostępnij

Kategorie
blog

Rodzina dysfunkcyjna

Rodzina dysfunkcyjna

rodzinie dysfunkcyjnej mówimy wówczas, gdy relacje pomiędzy jej członkami są trwale zaburzone i rzutują na samopoczucie psychiczne oraz fizyczne zarówno rodziców, jak i dzieci. Dziecko w takiej dysfunkcyjnej rodzinie dorasta w poczuciu zagrożenia, braku bezpieczeństwa i braku wartości.

Czym jest rodzina dysfunkcyjna?

Rodzinę dysfunkcyjną cechuje:

  • zaburzona komunikacja między jej członkami, wpływająca na wadliwe kształtowanie się obrazu własnej osoby i poczucia wartości jej członków;
  • brak intymności w rodzinie i poszanowania indywidualności jej członków;
  • ,,zakorzenienie we wstydzie”, z powodu zaniedbań ze strony rodziców dzieci często wstydzą się swojej rodziny;
  • utrwalenie i sztywne role, oparte na zasadach kontroli, perfekcjonizmu i oskarżania;
  • zamrażanie – jawne tajemnice są częścią kłamstw; chociaż tajemnice te każdy zna, to udaje, że o niczym nie wie;
  • nieadekwatne widzenie świata oraz zachowań wobec siebie i ludzi;
  • skłonność do emocjonalnego i fizycznego znęcania się pomiędzy członkami rodziny;
  • brak poczucia bezpieczeństwa w rodzinie i jasnego określenia norm i wartości;
  • zamknięcie i izolacja od świata zewnętrznego;
  • niezdolność do wyrażania uczuć i radości;
  • zaprzeczanie konfliktom i frustracji dające iluzję radzenia sobie z problemem

Najczęściej w rodzinie dysfunkcyjnej zakłócona jest atmosfera życia rodzinnego, stosunki emocjonalno-personalne między członkami rodziny, jak i niekonsekwencja w działaniu i brak wspólnych celów. Taka sytuacja niekorzystnie wpływa na wszystkich jej członków, doprowadzając do konfliktów, napięć i frustracji. Życie w takiej rodzinie najczęściej staje się przyczyną pogłębiających się kryzysów oraz potęguje niewydolność wychowawczą.

Co stanowi dysfunkcją w rodzinie?

Do głównych czynników dysfunkcji zaliczamy:

  • przemoc fizyczną
  • przemoc emocjonalną
  • molestowanie seksualne
  • alkohol
  • narkotyki
  • brak wsparcia
  • dzieci, na które spadają obowiązki należące do opiekunów
  • rodzina niepełna, w której rodzice pracują na emigracji, są po rozwodzie lub rodzice nie żyją
  • pracoholizm jednego lub obojga rodziców
  • brak poszanowania dla przestrzeni członków rodziny
  • rodziny wybierające życie według skrajnych przekonań religijnych i politycznych (fundamentalizm religijny, anarchizm społecznopolityczny)
  • rodziny tworzące różne alternatywne formy życia rodzinnego i społecznego (życie w sektach, komunach)

Jeżeli rodzice nie okazują sobie bliskości, zaangażowania, odpowiedzialności, szacunku dziecko czerpie od nich takie wzorce.

Dysfunkcje występują w tych rodzinach, w których rodzice zamiast dziecko wspierać i ochraniać, ignorują je albo atakują za to, że takie właśnie jest. W efekcie tych działań dzieci rozwijają w sobie dysfunkcjonalne cechy samozachowawcze, aby „nie zwariować”, zachowując wiarę w to, że rodzice zawsze mają rację. Przystosowują i przebudowują swój świat umysłowy, aby nie ulec niszczycielskiej sile wpajanego poczucia własnej bezwartościowości i wstydu płynącego z doznawanego poniżenia. Gdy dorosną, stają się same dysfunkcjonalnymi rodzicami.

Dysfunkcja rodziny w ujęciu systemowym oznacza:

  • zaburzenia komunikacji w rodzinie (brak akceptacji na wyrażanie emocji, porozumiewanie nie wprost);
  • zaburzenia strukturalne w rodzinie (zamiana ról, rodzic będący źródłem dysfunkcji jako postać centralna);
  • zaburzenie własnych granic (brak zaufania, brak sprzeciwu);
  • zaburzenie granic pomiędzy poszczególnymi osobami w rodzinie (brak poszanowania dla cudzej intymności, poglądów);
  • stosowanie destruktywnych mechanizmów obronnych (wchodzenie w role).

„Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne. Każda nieszczęśliwa rodzina jest nieszczęśliwa na swój sposób”.

~ Lew Tołstoj

Role dziecka w rodzinie

Chcąc ratować system rodzinny dziecko wciela się w następujące role:

  • Kozioł ofiarny – dziecko sprawia problemy wychowawcze, jest słabym uczniem, bierze udział w bójkach. Dziecko jest obwiniane o wszystkie problemy z jakimi zmaga się rodzina i jednocześnie rodzice wyładowują na nim negatywne emocje.
  • Bohater rodzinny – świetny uczeń, odpowiedzialne, pomocne dziecko. Nie sprawia kłopotów, utrzymuje iluzję idealnej rodziny. Dziecko zazwyczaj przejmuje na siebie zobowiązania rodziców.
  • Dziecko niewidzialne – ciche, wycofane dziecko, niesprawiające problemów
  • Powiernik – jeden z rodziców zwierza się dziecku z problemów sprawiając wrażenie wyjątkowości dziecka.
  • Sojusznik – dziecko jest mediatorem pomiędzy rodzicami.
Pięć wrodzonych cech dziecka

Rodzina dysfunkcyjna wychowująca dziecko nie respektuje pięciu wrodzonych cech dziecka. W związku z tym przekształcają się one w dysfunkcjonalne cechy samozachowawcze. Są to:

  • drogocenność dziecka, która wiąże się z uznaniem dziecka za wartość przez sam fakt, że przyszło na świat w określonej rodzinie i dotyczy pełnej akceptacji całej jego osoby. Niestety w rodzinie dysfunkcyjnej wartość dziecka jest wyśmiewana, ignorowana, dlatego też dziecko ma poczucie, że jest gorsze od innych, co sprzyja przejawianiu przez nie aroganckich i pretensjonalnych zachowań;
  • bezbronność wiąże się z ochroną jego osoby przez rodziców, uznaniem praw dziecka do jego własnych myśli, uczuć, ciała i zachowań oraz z uczeniem zasad funkcjonowania w świecie. W dysfunkcyjnej rodzinie bezbronność dziecka jest nadużywana. Rodzice nie chronią go i nie uczą zasad radzenia sobie w życiu. Dziecko przyjmuje więc taki sposób funkcjonowania, stawiania granic, jakim dysponują jego rodzice. W efekcie są bezbronne narażone na poniżenia i wykorzystywanie;
  • niedoskonałość dziecka, która w rodzinie dysfunkcyjnej nie jest uznawana. Rodzice zamiast być otwarci na możliwość popełniania przez dziecka błędów, krytykują je, atakują za popełniane błędy. Takie postępowanie rodziców skutkuje w dorosłym życiu dziecka zbuntowaniem lub perfekcjonizmem. Osoby takie nie potrafią spojrzeć na siebie realistycznie, dając sobie prawo do błędu;
  • zależność wiąże się ze zrozumieniem potrzeb i pragnień dziecka. Rodziny dysfunkcyjne nie wdrążają dziecka do samodzielności. Albo wyręczają go we wszystkim nie pozwalając dziecku na samodzielność, bądź też ignorują jego pragnienia, a niekiedy nawet atakują za ich posiadanie i wyrażanie. W dorosłym życiu takie dzieci maja problemy z rozpoznawaniem, wyrażaniem i zaspokajaniem swoich potrzeb;
  • niedojrzałość dziecka wymaga wiedzy rodziców na temat prawidłowości jego rozwoju i dostosowywania wymagań oraz zadań adekwatnych do jego wieku. W dysfunkcyjnej rodzinie rodzice wymagają od dzieci bardziej dojrzałych zachowań, bądź pozwalają dzieciom na niedojrzałe zachowania, niekompatybilne z wiekiem dziecka. Skutkuje to w dorosłym życiu dzieci w ten sposób wychowywanych trudnościami w wyrażaniu swojego postępowania w sposób umiarkowany, albo bycie wiecznie jednostką niedojrzałą.

Konsekwencje wychowania dzieci w rodzinie dysfunkcyjnej to rozwijanie w sobie dysfunkcyjnych cech samowychowawczych pozwalających na przetrwanie w takiej rodzinie, m.in. niskie poczucie wartości, utworzenie się fałszywego Ja (maska obronna), lęk przed odrzuceniem skutkujący nietrwałymi relacjami z innymi ludźmi, neurotyczna potrzeba miłości, nieumiejętność funkcjonowania w życiu dorosłym w rolach małżeńskich i rodzicielskich oraz częstokroć problemy z uzależnieniami. Nierzadko też dzieci te, gdy dorosną stają się same dysfunkcyjnymi rodzinami, ze skłonnościami do zachowań dysfunkcyjnych względem swoich dzieci.

Syndrom DDD – objawy

Syndromu DDD doświadczają osoby, których rodzice nie wypełniali prawidłowo swoich funkcji. Objawy dotyczą zarówno strefy emocjonalnej jak i relacji z innymi osobami.

Osoba, która doświadczyła syndromu DDD spotyka się z następującymi objawami:

  • smutek,
  • drażliwość,
  • ciągłe uczucie niepokoju,
  • poczucie pustki
  • zamartwianie się o przyszłość
  • poczucie wstydu
  • niska samoocena
  • poczucie braku kompetencji
  • unikanie ryzyka
  • oczekiwanie na negatywne skutki decyzji
  • problemy w interpretacji emocji
  • przekonanie o samowystarczalności
  • strach przed popełnieniem błędu.

Osoba z syndromem DDD ma także problemy w funkcjonowaniu z innymi osobami. Objawy w relacjach z osobami to:

  • problem z mówieniem o swoich emocjach
  • lęk przed związkiem
  • wysoki współczynnik rozwodów
  • brak umiejętności interpersonalnych
  • problemy z odnalezieniem się w roli rodzica
  • problemy w budowaniu trwałych relacji
Rodzina dysfunkcyjna a rodzina patologiczna

Zamiennie z terminem „rodzina dysfunkcyjna” bywa stosowany termin „rodzina patologiczna”. Wynika to zapewne z faktu, iż niejednokrotnie rodziny dysfunkcyjne są równocześnie rodzinami patologicznymi. Jednakże synonimiczne traktowanie obu terminów jest nieprawidłowe. Bowiem rodzina patologiczna nosi znamiona skrajnie nieprawidłowego funkcjonowania systemu rodzinnego, w związku z czym nie obejmuje swoim znaczeniem wielu dysfunkcyjnych przypadków występujących w rodzinie.

Ponadto charakterystyczną cechą zachowań i stanów patologicznych w rodzinie jest ich destrukcyjna istota. Takie zachowania występują w rodzinach dysfunkcyjnych, o skumulowanych cechach patogennych. Można przyjąć poprzez wnioskowanie analogiczne, iż skoro patologia oznacza naukę o cierpieniu, stan chorobowy organizmu, patologię w rodzinie można potraktować jako „chorobę rodziny” skutkującą cierpieniem jednostki, jak i całego systemu rodzinnego.

Stąd patologia rodziny będzie długotrwałą, istotną nieprawidłowością w funkcjonowaniu rodziny. Rodzina patologiczna jest skrajną formą jej ogólnej dysfunkcyjności, a osiowym przejawem jej patologii jest brak zgodności z określonymi wzorami zachowań, które obowiązują w danej społeczności oraz destruktywność zachowania mierzona skalą potępienia społecznego.

Są to zachowania dysfunkcyjne określane najczęściej jako zachowania patologiczne, obraźliwe, niezgodne, nieetyczne, niebezpieczne i destruktywne, a niekiedy dewiacyjne. Naruszają one podstawowe powszechnie przyjęte normy oraz mają charakter powtarzalny. Są to więc zachowania jednostkowe lub zbiorowe, które wykraczają poza obszar społecznej obojętności i wywołują potępienie.

Za patologiczną uznaje się rodzinę, która nie jest w stanie realizować przypisanych jej zadań względem poszczególnych członków rodziny. Ponadto w rodzinie takiej następuje trwały rozkład współżycia wewnątrzrodzinnego w zakresie większości pełnionych przez nią funkcji.

Jak podkreśla S. Kawula rodziny patologiczne „stanowią margines każdego społeczeństwa. Zaliczamy do nich rodziny, których członkowie pozostają w stałej kolizji z prawem i moralnością. Mogą to być następujące przejawy tej kolizji: nagminne kradzieże, rabunki, rozboje, przemoc, gry hazardowe, przemyt, prostytucja i stręczycielstwo, włóczęgostwo, uchylanie się od uczciwej pracy, alkoholizm itp.”

Należy podkreślić, że występujące zjawiska patologii w rodzinie skutkują cierpieniem nie tylko osoby dotkniętej patologią, ale i osób z jej otoczenia. Ponadto każdy rodzaj patologii występującej w rodzinie w istotny sposób zakłóca jej funkcjonalność.

Udostępnij